*Violetta*
No i gdzie ta Ludmiła? Czekam na nią bo mamy jechać na zakupy. Mimo, że lot do Argentyny mamy za miesiąc chcemy już kupić rzeczy. Miała tu być godzinę temu. Nagle ktoś zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Otworzę!- krzyknęłam by Olga nie przerywała pieczenia ciasta czekoladowego. Moje ulubione.
-Ludmiła, czemu tak długo?
-Przepraszam Violu, zaspałam.- mogłam się zorientować. Lu uwielbia spać.
-No okay. To co jedziemy? Trzeba nadrobić ten czas.
-Jasne. Nie bierz kluczyków. Przyjechałam po Ciebie.
-Tylko wezmę torebkę.- wzięłam ją z kanapy, zamknęłam dom i wsiadłam do samochodu Ludmiły. Czeka nas półgodzinna jazda samochodem do największej galerii w okolicy.
*Leon*
Za godzinę mam zajęcia z Pablem. Pewnie naszą pochwali naszą grupę jak świetnie wyszło nam to przedstawienie. Było nawet ok. Poszedłem po Federico i poszliśmy do cukierni. Kupiliśmy po dwa kawałki ciasta. Ja jeden kawałek czekoladowego i jeden bananowego, a Fede kupił kawałek jabłecznika i kawałek tiramisu. Gdy zjedliśmy poszliśmy do Studio i nie myliłem się, faktycznie nas wychwalał.
-Kiedy następne przedstawienie?- musiałem się zapytać by wiedzieć na jak długo odpocząć.
-Ćwiczyliście przez całe wakacje by wyszło świetnie. Myślę, że za około 5 miesięcy będzie zaliczeniowe, czyli 3 miesiące po przyjęciu nowych uczniów. Koniec zajęć.- wyszedł. Mamy 5 miesięcy przerwy, milutko. Odwiedził nas Gregorio, ciekawe co chce.
-Beztalencia, ogłaszam wam, że będziemy mieli ze sobą o 2 godziny więcej zajęć. Przygotujcie się bo nie dam wam na nich żyć!- wyszedł uradowany.
-Co my zrobiliśmy? Za jakie grzechy?
-Maxi uwierz mi, że nie wiem.- odparłem zrezygnowany
————————————————–—–—––––—–
2kom= rozdział 2